< Blog
What the freak?!
Strona była niedostępna przez parę dni. Ale bez obaw, nie zwinąłem interesu. Można spokojnie włożyć korek z powrotem do butelki z szampanem. W zamian za krótką przerwę w funkcjonowaniu tej zacnej strony dodaję pierwszy poradnik - instalowanie nowych sterowników drukarki na starych Windowsach (XP, 7). Redesign strony i post o PWDer'ze (menedżerze haseł na Cardputera), którego pierwsze wersje są już na moim GitHub'ie już w ciągu najbliższych tygodni.
0 komentarzy
I przeglądanie Internetu od razu jest piękniejsze - wtyczka "Microslop"
Poniżej trochę więcej przykładów działania wtyczki, o której pisałem na dole poprzedniego posta:

Microslop nie spodziewał się katastrofy, a ja nie spodziewałem się, że wtyczka tłumaczy również napisy YouTube'a XD

Ktoś chce nową przeglądarkę?

Ich własna strona jest chyba najśmieszniejsza do przeglądania z tą wtyczką XD

Przynajmniej się z tym nie kryją...

Świeżutki pakiet biurowy prosto na twój komputer z systemem Bindoj!

System też można nabyć, jeśli jeszcze go nie masz...

"Artificial Intelligence" również jest tłumaczone!

Najlepszy system świata można również pobrać z Internetu.

Znicz dla Bindoja 10 [*]

Ze wszystkich języków świata wtyczka ta wybrała język prawdy...
Jeśli ktoś nie jest w temacie, to odsyłam do artykułów o tym, jak CEO Microsoftu prosił o nienazywanie AI "slopem"!
1 komentarzy
Śpieszę się powoli
Jeśli chodzi o Cardputera, to jestem już blisko ukończenia menedżera haseł na niego. Wykonałem w GIMPie ilustracje prezentujące poszczególne elementy programu. Ikony, jak widać, bezczelnie ukradłem z niemal trzydziestoletniego produktu wielomiliardowej korporacji. Diabeł już pewnie mi podgrzewa smołę w kotle za to (XD).

Ekrany synchronizacji to plan czegoś, co postanowiłem zrobić, aby korzystanie z programu nie było aż tak karkołomne. Otóż planuję (pewnie w Pythonie, zobacz "pykeepass") zrobić program, który wysyła na Cardputera hasła z KeePassa, współpracując z PWDer'em (bo tak postanowiłem sobie nazwać ten program (PWD = password + manager + cardputer, a wszystko wymawia się jak Powder, czyli proszek XD)) i synchronizując jego zawartość z bazą danych menedżera haseł na komputerze.
No dobra, ale po co taki menedżer haseł na Cardputera, skoro mam już pełnoprawny menedżer haseł z większą ilością funkcji na komputerze? No cóż, nie ukrywam, że tworzę ten program głównie z myślą o sobie - a jestem akurat na takim etapie życia że muszę dość często wchodzić w interakcję z komputerami w szkole, nierzadko się gdzieś logując. Nie wszędzie są osobne profile użytkowników, ale nawet tam, gdzie są, usługi wymagające zalogowania się przeglądam jedynie w trybie incognito. Jedynym innym rozwiązaniem, które obecnie mi przychodzi do głowy to dysk zewnętrzny z KeePassem w wersji portable i bazą haseł. No, to nawet może nieco mądrzejsze rozwiązanie. Ale i tak szybsze jest po prostu podpięcie Cardputera do kompa i wciśnięcie jednego przycisku.

W jednym projekcie w Arduino IDE mam interfejs bez żadnej logiki, a w drugim - działający menedżer z tekstowym interfejsem, który jedyne co robi to demotywuje. Połączenie tego w jedno zajmie mi chwilkę, podobnie jak napisanie programu synchronizującego hasła z KeePassem przez Wi-Fi. Dlatego pierwsza wersja programu prawdopodobnie jeszcze nie będzie miała synchronizacji. Gdy skończę, stworzę na ten projekt repozytorium na GitHubie.

(Prawie) wszystko działa, ale nic nie jest ładnie

Wszystko ładnie, ale nic nie działa
W zakładce pomoc można zauważyć Bluetooth - ale dodałem to tam tylko dlatego że było puste miejsce, myśląc "aaa, może kiedyś"... Ale teraz dochodzę do wniosku że nie jest to najmądrzejsze rozwiązanie. Zarówno ze względu na karkołomność rozwiązania - weź człowieku dodawaj urządzenie Bluetooth za każdym razem gdy podchodzisz do nowego komputera, jak i na bezpieczeństwo (zawsze łatwiej przechwycić sygnał bezprzewodowy).
Co do strony, to szykuje się zmiana wyglądu na bardziej elegancki i jednolity (nie wiem co mi do łba strzeliło ze stylem na wzór Win XP). Na razie jest w stanie surowym:

Do tego wycofałem czat, bo było to tak naprawdę tylko eksperymentowanie z możiwościami technologii webowych, jakie tu są wykorzystywane, a nie żadna naprawdę przydatna funkcja. Może kiedyś wróci w trybie dla zarejestrowanych kont. Osadzony utwór z SoundClouda na pasku bocznym też nie wyświetla się od razu, a dopiero po zaakceptowaniu polityki plików cookie SoundClouda, co powinienem tak naprawdę mieć zaimplementowane od samego początku. Wszystkie trzy osoby które zdecydowały się odwiedzić moją stronę przepraszam i w celu usunięcia plików cookie odsyłam do panelu usuwania danych witryny w przeglądarce.
Następna aktualizacja będzie jak zmotywuję się skompletować wyniki testów peceta w grach albo jak dokończę PWDer'a. W planach jest również ikonka strony (nareszcie)...
A, i zainstalowałem sobie wtyczkę do przeglądarki która podmienia m.in. wszystkie wystąpienia słowa "Microsoft" na stronach na "Microslop" i im podobne (np. Copilot -> Slopilot). Dawno nie miałem takiego ubawu XD

1 komentarzy
Pecet do grania z poprzedniej dekady - część 1
Szczęśliwego Nowego Jorku! Z okazji dwa tysiące dwudziestego szóstego okrążenia kuli (tu rabini co ciekawe nie są zgodni) ziemskiej wokół słońca od czasu urodzenia się pewnego jegomościa postanowiłem złożyć peceta. Dzielę się więc teraz pierwszą częścią historii spontanicznych zakupów i nerwa na usługi grania w chmurze.
W okolicach nowego roku naszło mnie na granie na kompie. Po krótkim rekonesansie zdałem sobie sprawę, że tak właściwie nie mam żadnego kompa do gier (sic!) - przez ostatnie półtora roku praktycznie nic nie grałem. Trochę przez brak czasu, trochę przez inne zajęcia, trochę przestało mnie to po prostu jarać. Pamiętam, jak w połowie 2024 roku po niewielkim namyśle sprzedałem duszę diabłu, pozbywając się jedynego kompa, który mógłby uciągnąć posiadane przeze mnie gry w przyzwoity sposób.
Tamten okres był również czasem, w którym wszedłem w posiadanie pierwszego Maca, dowiadując się, jak to jest korzystać z macOS na co dzień. Muszę przyznać - całkiem nieźle. Ale pod warunkiem, że nie grasz. Podstawowe rzeczy robi się w sumie tak samo jak na każdym innym kompie, tyle że są inne skróty klawiszowe. Amatorskie montowanie filmów (w moim przypadku w DaVinci Resolve) - marzenie. A do tego przez te półtora roku chyba ani razu nie zawiesił mi się w taki sposób, by trzeba było go restartować (co potrafi zdarzyć się na Linuksie i Windowsie). Do tego, korzystanie z macOS przełamało stereotyp, który utrzymywałem, jakoby miał być to system dla nietechnicznych. Ilość wbudowanych narzędzi systemowych jest co najmniej zadowalająca - powłoka zsh, python, vim itd. - warunki panujące tu pod tym względem można porównać z Linuksem, a jeśli chodzi o Windowsa - całkowita deklasacja. A nieoficjalny menedżer pakietów brew to wręcz wisienka na torcie. MacOS to system, który doceni zarówno twoja babcia, jak i doświadczony deweloper. Ale nie gracz komputerowy...
Krótkie epizody grania zaspakajałem kupowaniem GeForce Now na miesiąc i pykaniem w ulubione tytuły ze Steama, ale według mnie w dalszym ciągu jest to pewnego rodzaju półśrodek. Jakość obrazu to niestety nie to, nawet na dobrym połączeniu internetowym (mam gigabit!) - zdarzają się blade kolory czy ślady po kompresji przesyłanego obrazu (te brzydkie prostokąty rujnujące miejscowo ostrość obrazu). Do tego zarządzanie save'ami i modami jest strasznie pokraczne. A tylko spróbuj odejść od komputera na dłużej lub doprowadzić do jego uśpienia! No to:
- siema, jesteś teraz rozłączony
- ale to ty dzwonisz
czy coś w tym stylu. No i na koniec - nie jestem po prostu zwolennikiem modelu subskrypcyjnego.
No i nadszedł koniec roku 2025, kiedy to wkurzyłem się i zacząłem szukać używanych części na OLXie. Jako że czuję pewien sentyment do minionej dekady (oraz do posiadania choćby śladowej ilości pieniędzy w portfelu) - padło na szóstą generację Intela (bardzo lubię szóstą generację Intela, może kiedyś wyjaśnię dlaczego) i grafikę GeForce z serii GTX 10xx. Nie za mało (przynajmniej dla mnie), nie za dużo. W sam raz. No to zacząłem szukać.
Za bazę uznałem mojego jedynego standardowego peceta - platforma już dość stara, bo Core 2 Duo E8400 i GeForce 9500 GT, ale w nowiutkiej obudowie, wymienionej wraz z zasilaczem. Cóż szkodzi wymienić i platformę, zmieniając w efekcie cały komputer xD. Jak zachce mi się kiedyś złożyć kompa retro, to będę miał przynajmniej z czego. Dokupić zasilacz, obudowę i jazda. Nie powiem, czym jest jazd.


Obudowa to Chieftec UC-03B-OP, a zasilacz - be quiet! System Power 9 500W.
A propos obudowy, jest ona całkiem niestandardowa. Mieści ona co prawda płytę główną ATX, lecz żeby zachować niewielkie rozmiary, zasilacz jest przeniesiony do przodu. I jest tam usytuowany pionowo. Spowodowało to lekkie zamieszanie w późniejszej części wykonywania mojego planu ulepszeń, ale o tym za chwilę... Mimo wszystko lubię tę obudowę, bo rzeczywiście - mimo że jest lekkim piekarnikiem, a blachy są grubsze od papieru tylko tam gdzie muszą, mieści w sobie całego standardowego peceta, zachowując przy tym niewielkie rozmiary.
Od czasu do czasu i ślepej kurze trafi się ziarno. Zegar, choćby zepsuty, przynajmniej dwa razy dziennie wskazuje właściwą godzinę. Tak było i tym razem, kiedy za 290 monet znalazłem zestaw płyta + procesor Gigabyte GA-Z170-D3H i Intel Core i7 6700. No, całkiem nieźle. To płyta, która ma chyba wszystko, co można było wtedy mieć (xD) - chipset Z, złącza SATA Express (!), złącze M.2, USB-C, obsługa AMD CrossFire (nie, żebym miał kiedyś okazję skorzystać). Generalnie jest nieźle. Procesor też niczego sobie - czterordzeniowy, ośmiowątkowy i7 6700 ze zintegrowaną grafiką (która później umiliła mi oczekiwanie na dostawę karty graficznej) zapowiadał się nieźle.

Z RAMem jak jest, każdy widzi. Nie spodziewałem się, że uda mi się tu przyszponcić (przepraszam, musiałem), no i okazało się, że miałem rację. Za 2 używane moduły po 8GB (DDR4, 3200MT/s) zapłaciłem tyle, ile dawniej bym zapłacił za nowe. Cóż. Mogłem w sumie znaleźć coś lepszego, ale trochę mi się nie chciało i ten… Przynajmniej są ładne. Ale i tak pracują na 2666MT/s, bo na tyle pozwalają inne podzespoły. Może kiedyś pobawię się w OC, ale to trzeba "siąść na spokojnie" xD.

Z kartą graficzną były w sumie największe jaja, bo już miałem kliknąć kup pod jedną z ofert tej oto karty:

(jakby co, to MSI GeForce GTX 1060 6GB)
Ale kapnąłem się w ostatniej chwili, żeby sprawdzić jej długość. Za długa xD - niestety nie zmieściłaby się w tej obudowie i zahaczyłaby o zasilacz. Po mniej lub bardziej poważnych sugestiach znajomych, bym wyjął zasilacz i przyspawał go z zewnątrz obudowy (kiedyś może i tak zrobię jak się wkurzę) wyruszyłem na poszukiwania - również tysiąc sześćdziesiątki, lecz w mniejszej wersji. Wiedziałem, że może się to wiązać z gorszym chłodzeniem, ale lepszy rydzyk niż nicyk. No i znalazłem, od ZOTACa:

W sumie na wszystko wydałem 890 monet nie licząc kosztów dostaw. Nie najlepiej, ale też nie najgorzej. Po kilku dniach zawitał już u mnie zestaw płyta + procesor oraz kości pamięci, a karta była jeszcze w trasie. Dostarczono mi ją 31 grudnia, dzień po reszcie podzespołów. Od razu zabrałem się za składanie nowej platformy i nie czekając na kartę graficzną, uruchomiłem zestaw. Wiem, że byłoby ciekawiej, gdyby coś się podziało, ale ruszył od razu. W setupie ukazały się wszystkie podzespoły, a Memtest nie pokazał żadnych błędów pamięci. Cinebench R15 później wykazał wynik procesora zbliżony do innych egzemplarzy tego modelu - 798 cb, jak i FurMark w przypadku karty graficznej - 59 FPS w FullHD.


Konfigurację dysków pozostawiłem prawie taką samą co przedtem - bo była całkiem dobra - jednak z lekką modyfikacją. Zamiast trzech dysków HDD, każdy po 1TB, jest jeden SSD 128GB (gdyż uznałem instalację nowoczesnego systemu na HDD za nierozsądek, ale większego SSD nie miałem pod ręką) oraz dwa HDD po terabajcie. Nadal jest sporo miejsca, a system działa responsywnie. Planuję jednak wymianę jednego z terabajtowych dysków na SSD, bo jak się później przekonałem, bywają problemy z czasami pobierania i wczytywania się gier.
Przyszła pora na instalację systemu. Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałbym Linuksa. Naprawdę współcześnie z graniem na Linuksie jest nieźle. Ale mając z tyłu głowy fakt, że komputer ten ma jednak nieco przypominać maszyny z drugiej połowy poprzedniej dekady, postawiłem na Windowsa 10 - wtedy bez dyskusji był to w sumie jedyny sensowny wybór do gier na pececie. Do tego nadal nie jestem pewny jak stare karty NVIDIA działają na Linuksie. Jakbym kupił Radeona to może bym był bardziej skłonny postawić tu Linuksa.
Edycja Windowsa 10, którą zdecydowałem się to postawić, to IoT Enterprise LTSC. To moja ulubiona wersja. To tak, jakbyś wziął same zalety Windowsa (wbrew pozorom są takowe) i upakował je w system gotowy do zainstalowania. Ta edycja całkowicie pozbawiona jest wszystkich syfów, które posiada Windows w swojej standardowej wersji. Tak jest, zero Copilota, pogody na pasku zadań, reklam, nie ma nawet sklepu Microsoft i Xbox Game Bar'a (akurat szkoda, że nie ma tego ostatniego, ale chyba da się doinstalować), a do tego jest to oficjalna edycja od Microsoftu, a nie żaden mod. Windows 10 IoT Enterprise LTSC jest tym, czym po prostu powinien być Windows. Jest to system jak na Windowsa bardzo lekki, a wsparcie ma mieć do 2032 roku, więc jest jeszcze trochę czasu się nim nacieszyć. Od niedawna, tak w ogóle, jest to jedyna edycja Windowsa, jakiej używam. Trochę przywróciła mi ona wiarę w ten system. Jest tylko jeden szkopuł...
Mianowicie, nie da się go oficjalnie dostać. Nie kupisz go w sklepie i nie aktywujesz. Konwencjonalnymi metodami, oczywiście. W interwebsach na szczęście są dobrzy ludzie którzy na oba problemy mają rozwiązanie. Choć dla mnie cała sytuacja jest dziwna, bo moim zdaniem MS mógłby spokojnie wypuścić taką edycję do użytku domowego (choć ja pewnie i tak bym korzystał z Enterprise, bo BitLocker, pulpit zdalny, opcje sieciowe itd.), za którą może i trzeba by zapłacić więcej, ale byłaby właśnie w taki sposób pozbawiona bloatu. Przecież i tak przychody z Windowsa to głównie firmy (Windows Pro mógłby mieć ten syf - przy czym za mój plan biznesowy przepraszam wszystkich pracujących w miejscu zatrudnienia na maszynie z Windowsem), a i tak Windows stanowi chyba już w sumie niewielką część przychodów Microsoftu.
No to dobra, instaluję moją ulubioną edycję Windowsa i... zintegrowana karta graficzna nie obsługuje 4K xD - do momentu dostarczenia GTXa 1060 musiałem dotłuc się na nieco niewyraźnie prezentującym się na monitorze 1440p. Wszystkie sterowniki, rzecz jasna, zainstalowały się bez problemu - wszak jest to platforma wręcz stworzona dla Windowsa 10 - i zająłem się instalacją podstawowych programów, które uczynią ten system jakkolwiek użytecznym. Firefox, LibreOffice, VLC media player, IrfanView (tak, nie ma w tym systemie żadnej przeglądarki fotografii) to programy, na które postawiłem. Możesz człowiekowi zainstalować Windowsa i w ogóle. Może mainować Mac’a przez półtora roku. Jednak ducha wolnego oprogramowania nie da się tak szybko wypędzić...


Pulpit z zainstalowanymi już kilkoma grami.
Na opis ogólnego zachowania peceta w grach przyjdzie czas w części drugiej... Tak tylko zdradzę, że przeszedł w sumie moje, jeżeli nie najśmielsze, to po prostu oczekiwania.
0 komentarzy
Szybka aktualizacja
Normalnie bym tego nie pisał, ale wydaje mi się że usuwanie metadanych z przesyłanych załączników jest dość istotną sprawą. Tak, od teraz przesyłane obrazki są czyszczone z EXIF, także bez obaw.
Jak już "tu jestem", to chciałbym tylko dodać że przyszedł Cardputer Adv, niespodziewanie szybko. Co ciekawe, jest lżejszy od poprzednika. Nie widziałem go jeszcze w środku, ale podejrzewam, że to przez mniejszy (i wyraźnie słabszy) magnes na rzecz większej baterii. Omówię go bardziej szczegółowo jak napiszę na niego jakiś ciekawy program. Na razie de facto jeszcze nic nie napisałem o tym podstawowym :F
0 komentarzy
Zawsze chciałem mieć takie coś...
Ostatnio na kanale YouTube "Rozpaczkowanie" natknąłem się na film o sprzęcie zwanym M5Cardputer. A raczej został mi on podesłany. Wysłano mi go dlatego, że... mam już to urządzenie. Tylko że na jakiś czas o nim zapomniałem. Film ten spowodował, że nie tylko sobie o nim przypomniałem, ale też spotkało mnie miłe zaskoczenie, a mianowicie: dowiedziałem się, że Cardputer doczekał się nowej rewizji - "Adv" - z większą ilością funkcji, dostępnej w preorderze w sklepie internetowym Botland. Oczywiście zamówiłem - z tego co pamiętam, mają dostarczyć 200 sztuk na 17 grudnia.

Oto mój egzemplarz Cardputera z napisanym przeze mnie prostym syntezatorem dźwięku, który nie obsługuje nawet akordów, nazwanym adekwatnie do reakcji osoby postronnej na dźwięk przez niego wydawany.
No dobra, ale co to właściwie jest, ten Cardputer? Otóż - Cardputer to platforma prototypowa oparta o płytkę rozwojową M5StampS3 z mikrokontrolerem ESP32S3, zamkniętą wraz z innymi podzespołami w obudowie o wysokości i szerokości karty płatniczej. W skład platformy wchodzą urządzenia takie, jak (teraz piszę z pamięci, więc mogę o czymś zapomnieć): wyżej wymienione ESP32S3 z obsługą Wi-Fi i Bluetooth, kolorowy wyświetlacz LCD, czytnik kart SD, głośnik, mikrofon, klawiatura i dioda podczerwieni. Jeśli chodzi o złącza, znajdziemy tu USB-C z obsługą OTG (możemy z Cardputera zrobić jakże wygodną klawiaturę USB do komputera), złącze Grove oraz również wyżej wymieniony czytnik kart SD. Na obudowie znajduje się przycisk Reset, jeden dowolnie programowalny przycisk i przełącznik ON/OFF. Do tego mamy baterie o łącznej pojemności 1520 mAh ładowane przez USB-C, a obudowa ma magnesy i jest kompatybilna z LEGO Technic. Całkiem sporo fajnych rzeczy, jak na takie urządzonko.
Nie ukrywam, że z tego wszystkiego najbardziej interesuje mnie łączność bezprzewodowa - daje to temu urządzeniu chyba najwięcej możliwości, od pentestingu sieci po zwykłe IoT, takie jak np. zdalne sterowanie urządzeniami przez Wi-Fi. Kiedyś zrobiłem sobie z niego "pilot WoL", który służył do zdalnego uruchamiania komputera przez Wake-on-Lan właśnie. Wyobraź sobie, że siedzisz sobie w kuchni, kończysz obiad i planujesz usiąść przy kompie. Wyciągasz Cardputera z kieszeni i wciskasz przycisk, a gdy jesteś już w pokoju, komputer czeka włączony. Totalnie bez sensu, zgoda, ale działa zgodnie z założeniami i to jest w tym wszystkim najfajniejsze xD.
Na Cardputera dostępne jest sporo porządnego oprogramowania zarówno do zabawy jak i do bardziej specjalistycznych zastosowań. Ja jednak kupując to urządzenie postawiłem raczej na pisanie swoich programów, więc nie testowałem zbyt wielu gotowców. Moją uwagę jednak przykuł "M5Launcher", pozwalający na przechowywanie i uruchamianie firmware'u z karty SD zamiast pamięci mikrokontrolera, przez co można naraz mieć na Cardputerze wiele programów. Muszę się zmotywować i go wreszcie kiedyś zainstalować. Interesujący dla mnie okazał się też być "Evil Cardputer" wspomniany w filmie, o którym słyszałem już wcześniej, ale nie za bardzo wiedziałem do czego służy (a służy w skrócie m.in. do pentestingu sieci).
A co nowego znajduje się w Cardputerze Adv? Otóż ma on: nieco lepszą baterię (1750 mAh), inną płytkę rozwojową - M5StampS3A z procesorem o taktowaniu do 240 MHz, czujnik ruchu, złącze audio jack 3,5mm i coś, czego najbardziej brakuje mi w podstawowej wersji - złącza GPIO, pozwalające na podłączanie do Cardputera różnych urządzeń peryferyjnych i własnych projektów.
W związku z tym, że przypomniałem sobie niedawno o Cardputerze, planowałem zacząć go znowu programować z użyciem Arduino IDE - lecz kłopot w tym, że na ThinkPadzie z Gentoo, którego obecnie głównie używam, nie miałem jeszcze skonfigurowanego środowiska pod programowanie go. Pół wczorajszego popołudnia zeszło mi na ustawianiu tego wszystkiego, ale się udało. Dlatego za niedługo w kategorii Rzeczy > Poradniki pojawi się wpis na dokładnie ten temat. Następne posty i poradniki poświęcę faktycznemu programowaniu i ciekawym firmware'om i zastosowaniom dla Cardputera. Oczywiście mile widziane będzie zasugerowanie w komentarzu jakiegoś nietypowego lub ciekawego zastosowania dla tego sprzętu - jeśli nie przerośnie mnie to programistycznie lub pod kątem zasobów sprzętowych - postaram się to wykonać.
Jak tylko przyjdzie Cardputer Adv, zajmę się też jego omawianiem.
0 komentarzy
Blog blogowi blogiem
Drogi pamiętniczku...
żartowałem, kurde. No ale dobra, zrobiłem i postawiłem bloga (jest, mam bloga). I co teraz? Blog jest do opisywania jakichś ciekawych rzeczy. Ale co zrobić, gdy ostatnią ciekawą rzeczą było pisanie silnika bloga?

Generalnie jest to na razie bardzo podstawowa aplikacja: można wrzucać obrazki, ale nic więcej. Tekstu też raczej nie pogrubię, ani nie napiszę go kursywą. Nie zapiszę wersji roboczej posta. No i coś, nad czym najbardziej ubolewam - na razie nie jest WYSIWYG. W trakcie działania jednak będę dodawał coraz to nowe funkcje do silnika.
Dobra, koniec gadania o pawianie (a raczej o silniku bloga)... Jest 6 grudnia 2025 roku - 3, 2, 1... witam na stronie! Prawdopodobnie ociągałbym się jeszcze z publikacją, gdyby nie kilka siedzących mi na karku osobników (możliwe że z ciekawości, a możliwe że z żądzy pentestingu :( ), których serdecznie pozdrawiam oraz na których strony zapraszam - są w sekcji "Przyjaciele". Linki do ich stron, a nie oni sami, oczywiście.

Uczciwie ostrzegam, że EXIF nie jest jeszcze usuwany z przekazywanych załączników. Ostrożnie z wysyłaniem, do odwołania!
Strona, oprócz lekkiego opisu paru spraw, posłuży jako magazyn różnych rzeczy - głównie multimediów i retro oprogramowania (legalnych, kurde!). No i jako lekka odskocznia, powrót do czasów, kiedy Internet naprawdę był fajny - było sporo ciekawych, customowych stronek. Nie mówię że moja jest ciekawa. Ale jest.
Blog z kolei będzie właśnie mniej więcej tym, czym jest. Co prawda ten post to taki trochę fluff post, ale nie będę tu pierdzielił o sobie jak jakiś narcyz. Głównie będę pisał o technologii - dziwnych i ciekawych rzeczach jakie czasem robię, może trochę o muzyce i innych kreatywnych hobby (ale okiem laika, częściej kończąc posty znakiem zapytania niż kropką), a może i jakieś dziwaczne przemyślenia jak mnie coś natchnie xD.
Dziwnie tak kończyć zdania kropką...
Do następnego (tak jak pisałem na głównej - o regularności raczej nie ma mowy)
5 komentarzy
